Kamel Bennaser, minister przemysłu, kopalnictwa i energetyki, zabrał głos w sprawie projektu gazociągu ze złóż Nawara do Gabes, do którego po rewolucji 2011 r., w wyniku różnego typu nacisków, wprowadzono poprawkę zapewniającą, że gazociąg przechodzić będzie przez Tatawin. Polityczne ustępstwo wobec rewindykacji Tatawin spowodowało podrożenie inwestycji i wycofanie się z projektu włoskiego inwestora. Ekipa premiera Dżomai proponuje kompromis pomiędzy rachunkiem ekonomicznym a ambicjami południowego guwernoratu: powrót do początkowych planów bezpośredniego połączenia złóż gazu z Gabes przy jednoczesnym poprowadzeniu nitki od głównego gazociągu do Tatawin. Rząd proponuje także wsparcie rozwoju przemysłu w Tatawin w oparciu o miejscowe zasoby naturalne, między innymi w sektorze produkcji szkła.
Sektor energetyczny i jego zasoby w Tunezji są aktualnie przedmiotem krytyki jako niewykorzystywane dla dobra kraju, lecz pracujące raczej na korzyść spółek zachodnich. Połowa zapotrzebowania Tunezji na gaz zaspokajana jest przez import z Algierii, co oceniane jest jako drogie. Rząd wychodzi naprzeciw oczekiwaniom społecznym i stara się stawiać na rozwój własnych zasobów, w tym słynnego także w Polsce, gazu łupkowego, perspektywa wydobycia którego, znów tak, jak w Polsce, niepokoi ekologów.
W kwestiach gospodarczych głos zabrał także Nabil Abdellatif, przewodniczący Grupy ekspertów-księgowych, który uważa, że sięganie bezpośrednio do kieszeni Tunezyjczyków, czy drastyczne zawieszenie subwencjonowania produktów pierwszej potrzeby (o takich pomysłach na uzdrowienie tunezyjskiej gospodarki pisaliśmy w poprzednich „Tygodniach w Maghrebie”) to ostateczność, a odchodzeniu od subwencji towarzyszyć powinien pakiet działań osłonowych dla klasy średniej i najuboższych oraz włączenie w główny nurt gospodarki coraz silniejszej w Tunezji gospodarki nieformalnej, uczestnicy której nie stronią od przemytu produktów objętych subwencjami, broni i narkotyków, co zmusza państwo do tworzenia stref buforowych na granicach z Libią i Algierią. Pilnej reformy wymaga tunezyjski system podatkowy. W opinii Abdellatifa powstać powinna instytucja, która przygotuje mapę drogową wdrażania działań na rzecz rozwoju oraz kompleksową reformę gospodarki kraju. Ekspert uważa także, że rośnie rozdźwięk pomiędzy ofertą edukacyjną tunezyjskiego systemu oświaty, a potrzebami krajowego rynku pracy, co prowadzi do paradoksu, w którym bezrobocie rośnie, a jednocześnie pracodawcy skarżą się na spadek umiejętności i wydajności swoich pracowników. Brak też realnego wsparcia przedsiębiorczości w środowisku młodych bezrobotnych, zwłaszcza absolwentów wyższych uczelni.
Minister spraw wewnętrznych, Lotfi Ben Dżeddu, poinformował byłego premiera oraz przewodniczących dwóch partii: Nidaa Tunes i Front Ludowy o zagrożeniu zamachami na ich życie. Inicjatywa ministra wywołała falę komentarzy, od tych pochlebnych, po takie, które widzieć w nim chcą próbę ograniczenia działalności liderów partii zagrażających Annahdzie, z której wywodzi się minister, zwłaszcza Nidaa Tunes, liczącej sto tysięcy członków.
28 marca wybuchły zamieszki pomiędzy siłami bezpieczeństwa a salafitami w Kajrawanie. Niezadowolenie salafitów wzbudziła nominacja imama (o polityce rządu „wymiany” imamów w tunezyjskich meczetach pisaliśmy w poprzednich „Tygodniach w Maghrebie”). Celem rządu Dżomai jest także rozwiązanie proislamskiej Ligi obrony rewolucji. 28 marca skazano Imeda Dghidża, przewodniczącego Ligi, na osiem lat pozbawienia wolności za nawoływanie do przemocy oraz sześć miesięcy za naruszanie dobrego imienia innych osób w sieci. Dghidża zatrzymano pod koniec lutego, po tym jak opublikował w sieci filmik z pogróżkami pod adresem rządu. Od momentu zatrzymania powtarzają się zamieszki i incydenty z udziałem jego zwolenników. Za ich bastion uchodzi podtuniski Al Kram. Do śledztwa w sprawie okoliczności zatrzymania Dghidża wezwała Annahda. Front ludowy natomiast wzywa do jak najszybszej delegalizacji Ligi i otwarcia śledztwa w celu wyjaśnienia mechanizmów jej funkcjonowania.
Dwóch tunezyjskich policjantów oskarżonych o gwałt w 2012 r. (o sprawie gwałtu oraz książce wydanej przez ofiarę pod pseudonimem Meriem pisaliśmy w poprzednich „Tygodniach w Maghrebie”) skazano w poniedziałek 31 marca na siedem lat pozbawienia wolności. Strona oskarżająca uznała wyrok za „rozczarowujący”. Decyzja sądu kończy sprawę, która od 2012 r. bulwersowała tunezyjskie społeczeństwo. Przed sądem, w którym toczyła się rozprawa, odbywała się manifestacja wspierająca „Meriem”, w której uczestniczyła Amina Sbwi, niegdyś aktywistka tunezyjskiego Femenu, której sprawa także przez miesiące budziła społeczne kontrowersje. Obrończyni „Meriem” uznała wyrok za zbyt łagodny i zapowiedziała apelację. Wyrok skrytykowały także tunezyjskie organizacje działające na rzecz praw człowieka, uznając go za zachętę dla osób pełniących funkcję do agresji wobec kobiet. Przywołuje się artykuł 114 Kodeksu karnego, zgodnie z którym, funkcjonariusz dopuszczający się wykroczenia z wykorzystaniem swojego stanowiska, podlega karze przewidzianej dla tego typu wykroczenia powiększonej o jedną trzecią.
W wywiadzie radiowym 3 kwietnia gubernator Mednin przyznał, że sytuacja w Bengarden, w żyjącym z przemytu mieście na pograniczu z Libią, wymknęła się spod kontroli, oskarżając o to zwolenników utrzymania zamknięcia przejścia granicznego w Ras Dżedir. 31 marca mieszkańcy ogłosili strajk generalny. Następnie doszło do zamieszek, w trakcie których, w zemście za bojkotowanie strajku podpalono siedzibę Regionalnej unii pracy. Zamknięto szkoły i sklepy. W manifestacji 2 kwietnia uczestnicy ubliżali premierowi. Filmiki z tego wydarzenia krążyły na islamistycznych stronach portali społecznościowych. Libjska prasa zapowiedziała otwarcie przejścia 6 kwietnia, co zostało zdementowane przez ministerstwo spraw wewnętrznych w Trypolisie. Trwają rozmowy pomiędzy Libią a Tunezją, lecz nawet ponowne otwarcie przejścia nie zadowoli mieszkańców Bengarden, którzy domagają się uruchomienia kolejnego przejścia granicznego z Libią w celu obsługi rosnącego importu towarów z Libii. Mieszkańcy miasta podkreślają, że region pograniczny jest dla Libijczyków jedynym miejscem, gdzie znaleźć mogą pomoc medyczną, kupić wiele produktów czy spędzić wakacje.
Niezmiennie kluczowe są dla Tunezji kwestie turystyki. Władze nie przestają wymyślać atrakcji, które miałyby obudzić podupadłe obszary turystyczne. Odchodzi się od strategii opartej na sezonie turystycznym na rzecz zapewnienia ciągłości oferty przez cały rok kalendarzowy poprzez organizację atrakcji w ramach turystyki kulturalnej, kongresowej itp. W Hammamet odbywać się będzie karnawał tunezyjsko-maltański, który przyciągnąć ma do miasta ponad tysiąc Maltańczyków, w tym sześciuset artystów. Organizatorzy z obu krajów podkreślają potrzebę przeprowadzania imprez, które uświadamiać będą Tunezyjczykom i Maltańczykom wspólnotę korzeni widoczną w podobieństwach gastronomii czy języka. Malta ma nadzieję, wykorzystać doświadczenia i dorobek karnawału w Hammamet w ofercie kulturalnej wyspy na rok 2018 r., kiedy Malta pełnić będzie rolę europejskiej stolicy kultury. Tunezyjczycy szukają zaś inspiracji w innych krajach regionu, przypominając, że sam Marrakesz oferuje turystom ponad dwadzieścia festiwali rocznie. W dyskusji nad rozwojem turystyki w Tunezji podnosi się także kwestie czystości miast, które po rewolucji 2011 r. są pod tym względem zaniedbywane. Zwiększeniu turystycznej atrakcyjności Tunezji służyć ma również odrestaurowanie synagogi Ghriba na Dżerbie, najstarszej synagogi w Afryce, która w przyszłym miesiącu (13-18 maja) przyjmie tradycyjną pielgrzymkę wyznawców judaizmu. Tunezyjskie ministerstwo spraw religijnych zabezpieczyło środki na prace konserwatorskie. Wolność sumienia zapewnia przyjęta niedawno tunezyjska Konstytucja. Restauracja synagogi służyć ma dalszemu budowaniu wizerunku Tunezji jako kraju tolerancji, co sprzyjać ma przyjazdom zagranicznych turystów. W wyniku zamachu Al-Kaidy w 2002 r. przeciw Ghribie, w którym zginęło 16 turystów i pięciu Tunezyjczyków, liczba turystów spadła. Dodatkowo zmniejszyła się jeszcze po rewolucji 2011 r. Ponadto minister turystyki dokonała inspekcji tuniskiego lotniska, przez które wjeżdża do Tunezji 60% podróżnych. Minister rozmawiała z personelem lotniska, z podróżnymi, jak również z nie cieszącymi się najlepszą opinią taksówkarzami, których poprosiła o „uzdrowienie” ich branży, tak by nie psuli pierwszego wrażenia cudzoziemców przybywających do Tunezji.
3 kwietnia w Gammarth rozpoczął się Festiwal jazzowy, który gościć będzie muzyków z Afryki, obu Ameryk i Europy. Także 3 kwietnia w Tunisie ruszyła dziewiąta edycja festiwalu „Doc w Tunisie”, w tym roku pod hasłem „ekoobywatelstwa”, w trakcie którego przedstawiono 29 filmów dokumentalnych z całego świata.
Z kolei Wysoki komisarz ONZ ds. praw człowieka w Tunezji przedstawił raport, na potrzeby którego przyjrzał się sytuacji w tunezyjskich więzieniach. W ciągu dwóch lat odwiedzono 27 więzień i 6 ośrodków reedukacyjnych. We wnioskach wskazuje się na przeludnienie, wynikające głównie z dużego znaczenia w Tunezji zatrzymań prewencyjnych, przez co Tunezja znajduje się wśród państw o najwyższym wskaźniku detencji (28 miejsce w świecie, 3 w Afryce). Na 27 więzień, zaledwie 8 przeznaczonych jest dla skazanych, w 19 zaś osadza się osoby oczekujące na wyrok (58% osadzonych). Normy międzynarodowe zalecają, by każdy więzień dysponował przestrzenią 16 m2, podczas gdy w więzieniu Hwareb w Kajrawanie na 200 m2 mieści się 125 więźniów (zgodnie z normami międzynarodowymi o 75 za dużo). Wysoki komisarz postuluje reformę tunezyjskiego systemu więziennictwa, tak by był on zgodny z zapisami przyjętej w styczniu Konstytucji, oraz rewizję zapisów Kodeksu karnego uchwalonego przed stu laty, w celu wprowadzenia do niego kar alternatywnych wobec pozbawiania wolności.
W wymiarze zewnętrznym 3 kwietnia Tunis odwiedził emir Kataru. Gościa przyjął prezydent Tunezji. Tunezję odwiedził także szef Misji ONZ w Libii. W czasie spotkań, między innymi z prezydentem kraju i szefem Annahdy, Raszidem Ghannuszim, oficjalnie poprosił o wsparcie w postaci transferu do Libii tunezyjskich doświadczeń w zakresie dialogu narodowego i transformacji demokratycznej.
W poniedziałek 31 marca premier Dżomaa udał się z czterodniową oficjalną wizytą do Stanów Zjednoczonych. Rozmowy dotyczyły przede wszystkim kwestii bezpieczeństwa i relacji gospodarczych. Stany Zjednoczone wycofały ostrzeżenia dla obywateli podróżujących do Tunezji, które wprowadzono po ataku na ambasadę amerykańską w Tunisie we wrześniu 2012 r. Barack Obama zapewnił Dżomaę, że Stany Zjednoczone gotowe są udzielić Tunezji gwarancji pożyczkowych do 500 milionów dolarów, co ułatwić ma dostęp do międzynarodowych rynków kapitałowych. Prezydent zapowiedział także uruchomienie programu wsparcia dla tunezyjskich uczniów i studentów, w tym pomoc w nauczaniu angielskiego. 3 kwietnia premier Tunezji spotkał się w Nowym Jorku z szefową Międzynarodowego funduszu walutowego.
7 kwietnia przybędzie do Tunisu algierska minister kultury w celu odebrania maski z białego marmuru, którą skradziono w Annabie w 1996 r. Archeologiczny skarb znaleziono po rewolucji 2011 r. w domu zięcia Ben Alego.
Od rozpoczęcia kampanii prezydenckiej w Algierii Komisja nadzoru wyborów złożona z przedstawicieli wszystkich kandydatów otrzymała wiele skarg na nieprawidłowości na poziomie krajowym i lokalnym, w tym niezgodne z prawem rozwieszanie plakatów wyborczych, agresję w stosunku do kandydatów bądź siedzib ich sztabów i nieprawne korzystanie z mediów. Komisja wyjaśnia, że w jej gestii leży jedynie przyznawanie czasu antenowego w mediach publicznych. Kodeks wyborczy nie daje jej żadnych praw interwencji w rynek mediów prywatnych, które często są przedmiotem skarg. Najwięcej skarg dotyczy nadużyć, jakich dopuszczać się ma założona przez obóz Butefliki telewizja Wiam i radio o tej samej nazwie oraz wykorzystywanie przez obóz Butefliki aparatu państwowego do prowadzenia kampanii. W obliczu stosunkowo skromnego przebiegu kampanii Komisja zwróciła się do władz z wnioskiem o dodatkowe dofinansowanie sztabów pięciu, poza Butefliką, kandydatów, by wyrównać ich szanse. Komentatorzy podkreślają jednak, że z dofinansowaniem czy nie, nic nie zdaje się wskazywać, by Algierczycy mieli masowo zainteresować się kampanią.
Trwa wojna medialna pomiędzy kandydatami. Telewizja i dziennik Ennahar zażarcie bronią kandydatury Butefliki. Dziennikarze tych mediów nie przebierają w środkach w zwalczaniu przeciwników czwartego mandatu. Aktywistkę ruchu „Barakat!” Amirę Burawi (jej sylwetkę prezentowaliśmy w poprzednich „Tygodniach w Maghrebie”) nazywają „Francuzką”, ujawniają, że jest „żoną Belga” oraz oskarżają o zamiary „rozpętania Arabskiej wiosny” w Algierii. Zresztą wszystkich zwolenników „Barakat!” media spod znaku Ennahar określają jako „frankofonów” i „frankofilów”, gotowych do „padania na kolana przed Francją” oraz naruszających „muzułmańską moralność”. W środę 2 kwietnia, na wezwanie ruchu „Barakat!”, 250 osób manifestowało w Bedżaji w celu zdemaskowania wyborczej „farsy”, żądając ustąpienia aktualnej „mafijnej władzy”. 3 kwietnia aktywiści „Barakat!” wyszli na ulice Annaby, 5 kwietnia zaś w wilaji El Bajad.
Sztab wyborczy Butefliki zaprezentował natomiast piosenkę poparcia dla obecnego prezydenta. W nagraniu udział wzięło kilkudziesięciu artystów, w tym Cheb Khaled, Djamel Allam i Naima Dziria, Smain, Kenza Farah, bokser Farid Khider czy piłkarz Lakhdar Bellami, którzy uznali, że występ w wyborczym klipie Butefliki to patriotyczny obowiązek.
Po telewizji Al Atlas, o której problemach z algierską władzą pisaliśmy w poprzednich „Tygodniach w Maghrebie”, kolejny prywatny nadawca, Dzair TV, skarży się na naciski ze strony obozu rządzącego. Na antenie tej stacji artyści występujący w klipie wyborczym Butefliki przyznali, że wzięli za to pieniądze oraz że żałują swojego udziału w tym przedsięwzięciu wobec negatywnego odbioru klipu przez Algierczyków, obiecując przekazanie honorariów na cele charytatywne. Po reprymendzie ze strony władz z anteny Dziar TV zniknęła wszelka krytyka czwartego mandatu. W ciągu trzech dni zawieszono nadawanie dwóch cyklicznych programów.
Nie ustaje też aktywność wyborcza algierskich internautów. Algierczycy grali już w grę, której bohaterem był Sellal, w ubiegłym tygodniu furorę w sieci robiła gra, w której poszukiwano wielkiego nieobecnego kampanii, czyli Butefliki. Przeciwnicy czwartego mandatu nie pozostają bezczynni. W sieci pojawiła się piosenka „Outai Boutefai!”, będąca przeróbką przeboju „Papaoutai” Stromae. „Gdzie jesteś Butef?”, „Powiedz mi, gdzie się skryłeś?”, „Już nawet nie mówisz, a nadal chcesz rządzić”, śpiewa algierski artysta.
Algierskie media zaniepokoiła obietnica wyborcza Alego Benflisa, który zapowiedział „pogłębienie pojednania narodowego”, w czym dopatrzono się woli amnestii dla wszystkich terrorystów gotowych złożyć broń. Media wskazują też na kontakty Benflisa z kierownictwem zdelegalizowanego Frontu islamskiego ocalenia, który rzekomo miałby być przez Benflisa zrehabilitowany w przypadku jego wyborczego zwycięstwa. Wielu czołowych działaczy Frontu przystało do komitetu wyborczego Benflisa, którego popiera też kilka niewielkich partii o tendencji islamskiej. Perspektywa amnestii dla aktywistów Frontu budzi niezadowolenie rodzin ofiar islamistycznych bojówek z lat 90. XX w., które zapowiadają protesty. O ile perspektywa „pojednania” z islamistami niepokoi, o tyle propozycja „paktu antykorupcyjnego” przyciąga do kandydatury Benflisa. Ostatnie dziesięciolecie w Algierii pełne było skandali korupcyjnych (afery firm Khalifa i Sonatrach, autostrada wschód-zachód, koncesje rolne). W ujęciu Benflisa erupcji korupcji sprzyjały prywatyzacja państwa, które coraz bardziej staje się własnością jednego człowieka i jego otoczenia, jak również niewydolny wymiar sprawiedliwości. Benflis wprowadził też do kampanii temat nieporozumień z Marokiem, zaznaczając, że, w jego przekonaniu, chcąc otwarcia granic z Algierią, Maroko będzie musiało: zrezygnować z wszelkich pretensji do Sahary wschodniej, którą Francja oderwała od Maroka i przyłączyła do Algierii w momencie tworzenia się tego państwa w 1962 r. oraz przestać utrzymywać, że Algieria wspiera Polisario. Ze sztabu Benflisa wypłynęły także oskarżenia Maroka o transgraniczny handel narkotykami.
Zdaniem przedstawicieli sztabu wyborczego Butefliki Ali Benflis stoi za wydarzeniami (połamane krzesła w Tebesie, plakaty przeciwko Buteflice w Bumerdes, obelgi w Marsylii), które zakłóciły spotkania wyborcze w kraju i we Francji. Sztab Benflisa zaprzecza tym oskarżeniom, media wskazują zaś, że spotkania przedwyborcze Butefliki, jeśli już przyciągną uczestników, to są oni wrogo nastawieni do kandydata.
Szef prezydenckiej kampanii Butefliki, Abdelmalek Sellal, zapowiedział reformę administracyjną państwa poprzez zwiększenie liczby wilaj. Stolicami nowych „województw” będą El Elma, Ain Salah, Ain Mlila i Menea. Komentatorzy zauważają, że wyborcza propaganda Butfliki odwołująca się do sukcesów piętnastolecia jego rządów, pozbawiona jest szczegółów. W poszukiwaniu osiągnięć Algierii po 15 latach prezydentury Butefliki przyjrzano się stronie internetowej Krajowej agencji rozwoju i inwestycji, na której wyliczone są mocne strony Algierii, mające przyciągać inwestorów. Są to ropa naftowa (Algieria jest 18 producentem, 12 eksporterem w świecie, posiada też 15 pod względem zasobności potwierdzone złoża tego surowca) oraz gaz (5 w świecie producent i 3 eksporter, 3 dostawca tego surowca do Unii Europejskiej, 7 miejsce w świecie pod względem zasobności potwierdzonych złóż). Algieria jest też 4 potęgą gospodarczą świata arabskiego, dysponuje 2, po Arabii Saudyjskiej, rezerwami dewiz w regionie, 3, po Arabii Saudyjskiej i Libanie, złota, jest również najmniej zadłużonym państwem regionu arabskiego. Ponadto ma wielki potencjał energii słonecznej (3 tysiące godzin słońca w roku). Wśród atutów Algierii znajdują się także tania siła robocza i bliskość Europy. Obserwatorzy zauważają, że mała w tym zasługa Butefliki. Przypominają, że według danych Komisji europejskiej Algieria jest 153 gospodarką świata (na 189), w rankingu Doing business plasuje się jeszcze dalej. W raporcie Coface’u (Compagnie française d’assurance-crédit à l’export) z 24 marca Algieria nie figuruje na liście potencjalnych gospodarek wschodzących (są tam Kolumbia, Indonezja, Filipiny, Peru, Sri Lanka, Kenia, Tanzania, Zambia, Bangladesz i Etiopia), nie ma bowiem wystarczająco rozwiniętego systemu bankowego i rynku akcji, co pozwalałoby na finansowanie inwestycji, a przez to wzrostu. Kraj ma niewydolną administrację, oświatę i niejasne prawo, zwłaszcza podatkowe, zależąc niemal całkowicie od paliw (35% PKB, 95% eksportu, ponad 2/3 przychodów z podatków). Zależny jest także od importu żywności z zagranicy. W całkowitym upadku znajdują się turystyka i rzemiosło. Piętnastolecie Butefliki nie było epoką spektakularnego rozwoju rolnictwa, przemysłu, systemu ochrony zdrowia, mieszkalnictwa, walki z nierównościami regionalnymi czy zapobiegania bezrobociu.
Poza kampanią wyborczą media zauważyły w ubiegłym tygodniu raport Human Right Watch na temat kondycji algierskich stowarzyszeń, które konfrontowane są z przeszkodami administracyjnymi, co często zmusza je do działania bez oficjalnej rejestracji. Ustawa ze stycznia 2012 r., wprowadzona po wydarzeniach Arabskiej wiosny, uznawana jest za “krok w tył” i udawana liberalizacja. Wbrew zapisom Konstytucji (artykuł 41) czy Międzynarodowego paktu praw obywatelskich i politycznych, którego stroną jest Algieria. Prawo z jednej strony wprowadza niejasne kryteria rejestracji stowarzyszeń, co umożliwia arbitralne odrzucanie wniosków o uznanie działalności, z drugiej, przewiduje karę pozbawienia wolności do sześciu miesięcy dla członków nieformalnych stowarzyszeń.
3 kwietnia ponownie wybuchły zamieszki w Ghardaji, tym razem pomiędzy policją a mieszkańcami dzielnicy Hadż Mesaud, gdzie w marcu zginęło trzech Szaamba (o sytuacji w Mzabie czytaj tutaj).
Nie tylko Tunezja, lecz także Algieria coraz silniej angażuje się w działania na rzecz rozwoju turystyki i to nie tylko zwiększenia liczby zagranicznych tursytów, lecz także pobudzenia turystyki wewnętrznej i zagranicznej samych Algierczyków. Ministerstwo turystyki uruchamia stronę internetową, na której właściciele mieszkań w lokalizacjach na algierskim wybrzeżu mogą zamieszczać ogłoszenia o woli wynajęcia lokum na wakacje rodzinom algierskim z innych regionów kraju. Ministerstwo rozpoczęło także realizację inwestycji w obiekty hotelowe w nadmorskich wilajach. W obszarze turystyki zagranicznej pierwszą destynacją Algierczyków pozostaje Tunezja, gdzie liczba algierskich turystów stale rośnie. Mniej zamożni udają się na południe kraju, zwłaszcza w sezonie zimowym, kiedy linie lotnicze oferują wiele promocji. Na trzecim miejscu pod względem liczebności algierskich turystów znajduje się Maroko, zwłaszcza Agadir i Marrakesz. Między 2011 a 2013 r. liczba algierskich turystów w Maroku wzrosła o 22%.
W ubiegłym tygodniu media zwróciły też uwagę na stan bezpieczeństwa na algierskich drogach, na których w ostatnim tygodniu marca zginęło 56 osób a 770 zostało rannych.
W wymiarze zewnętrznym najistotniejszym wydarzeniem ubiegłego tygodnia w Algierii była wizyta amerykańskiego sekretarza stanu, Johna Kerry’ego w dniach 2-3 kwietnia. Z okazji wizyty Kerry’ego w Algierze specjalny list wystosowała do niego wspólnota Algierczyków w Stanach Zjednoczonych, która skrytykowała amerykańską politykę wspierania reżimu Butefliki i poprosiła o podjęcie działań na rzecz środowisk demokratycznych. Także Reporterzy bez granic wystosowali do Kerry’ego pismo, wskazując na niezadowalający stan wolności słowa w Algierii. Wizytę amerykańskiego sekretarza stanu w czasie kampanii prezydenckiej skrytykowali wszyscy, poza Butefliką, kandydaci do urzędu głowy państwa. W komentarzach podkreśla się, że Amerykanom nie zależy na czwartym mandacie Butefliki, natomiast priorytetem jest dla nich stabilna Algieria i stabilny Maghreb wobec zagrożeń dla bezpieczeństwa w regionie Sahelu. Skandal wywołała manipulacja deklaracji Kerry’ego przez algierskie rządowe służby prasowe, które między innymi zawarły w komunikacie amerykańskiego sekretarza stanu odniesienie do „transparentności” procesu wyborczego w Algierii, podczas gdy w prawdziwej wersji komunikatu Kerry wyrażał jedynie nadzieję na to, że kampania prezydencka i wybory będą przejrzyste. Rządowe służby prasowe tłumaczą się, że różnice w tekście komunikatu są wynikiem błędu tłumacza Kerry’ego.
Stałym tematem dla algierskich mediów i społeczeństwa jest stan zdrowia prezydenta Butefliki. Odnotowano, że Buteflika przejmował Kerry’ego, stojąc, podczas gdy od miesięcy w rzadkich momentach, kiedy pojawiał się w telewizji, zawsze siedział.
Tuż przed wizytą Kerry’ego Algierię odwiedził także emir Kataru. Także w odniesieniu do tej wizyty komentatorzy podkreślają, że polityczną stawką w polityce gościa, nie jest sama Algieria i jej sytuacja wewnętrzna, lecz region. Katar stara się obecnie zdynamizować swoje relacje dyplomatyczne z wszystkimi państwami arabskimi. Zdaniem komentatorów, zarówno Stany Zjednoczone, jak i Katar, prowadzą politykę pragmatyczną, i nawet w przypadku porażki wyborczej Butefliki, co byłoby wielką niespodzianką, dostosują swoje polityki do nowej sytuacji.
Algierczycy interesują się także losami swojej diaspory w świecie. W ubiegłym tygodniu odnotowano, że francuska Krajowa komisja do spraw praw człowieka opublikowała 1 kwietnia raport, w którym alarmuje, że rośnie we Francji liczba incydentów o charakterze rasistowskim, przy czym najczęstszymi ofiarami rasizmu są Romowie i muzułmanie. W badaniu 9% Francuzów uznało się za rasistów, a 26% potwierdziło, że obserwuje u siebie taką tendencję. Zachowania rasistowskie mają mieć związek z porażką polityk społecznych, w tym polityki integracji (63% Francuzów uważa, że „integracja imigrantów nie działa”).
Wybory prezydenckie w Egipcie odbędą się w dniach 26-27 maja. Komentatorzy z góry przewidują zwycięstwo Abdelafattaha al-Sisiego, który na potrzeby kampanii wyborczej wystąpił z armii i zrezygnował z pełnienia funkcji państwowych. Do 20 kwietnia kandydaci na kandydatów na prezydenta Egiptu składać mogą swoje dossier, a sama kampania wyborcza trwać będzie od 3 do 23 maja. Najpóźniej 5 czerwca Egipcjanie dowiedzą się, czy potrzebna będzie druga tura wyborów przewidziana wstępnie na 16 i 17 czerwca. Ostateczne wyniki poznamy najpóźniej 26 czerwca. Po wyborach prezydenckich odbędą się wybory parlamentarne.
Mimo obietnic al-Sisiego trwałego uspokojenia sytuacji, w Egipcie nie ustają niepokoje. W niedzielę 31 marca w zamieszkach z siłami bezpieczeństwa zginął student Al-Azharu. Na wciąż niespokojnym Synaju zginął kolejny żołnierz. Kilka godzin później zamaskowani mężczyźni otworzyli ogień do egipskiego oficera, zabijając go na drodze Kair-Ismailijja. Szef MSW poinformował o zatrzymaniu lidera Ansar al-Szaria, który prowadził akcje przeciwko funkcjonariuszom policji w Delcie Nilu. W środę w zamachu bombowym w Kairze zginął generał egipskiej policji. W piątek pięć osób, w tym dziennikarka, zginęło w starciach z siłami porządkowymi w Kairze. Trwają procesy zwolenników obalonego prezydenta Mursiego i Bractwa muzułmańskiego uznawanego przez obecny rząd za organizację terrorystyczną. Jednocześnie tymczasowy rząd Ibrahima Mahlaba podjął decyzję o wzmocnieniu ochrony szczególnie narażonego na ataki uniwersytetu kairskiego oraz dokonaniu rewizji prawa antyterrorystycznego.
W Libii trwa afera „obcych kobiet” w domu przewodniczącego Kongresu oraz jego nielegalnego zatrzymania i przesłuchiwania w tej sprawie przez nieuprawnioną do tego milicję. Media szczegółowo przyglądają się sylwetce polityka, spekulując, że Nuri Abu Sahmein jest pionkiem w grze islamistów o władzę. Zwracają uwagę na paradoks, w którym z jednej strony Berber stoi na czele Kongresu, z drugiej zaś Berberzy bojkotują aktualny proces konstytucyjny w Libii (o berberskim bojkocie wyborów do libijskiej Konstytuanty pisaliśmy w poprzednich „Tygodniach w Maghrebie”). Komentatorzy wskazują, że dla Berberów Abu Sahmein jest „zdrajcą” paktującym z islamistami. Wybrany jako kandydat niezależny, Berber ibadyta, szybko przystał w Kongresie do Bloku wierności męczennikom, zdominowanego przez salafitów, choć cały czas podkreśla swoją polityczną niezależność. Po wprowadzeniu prawa zakazującego pełnienia funkcji publicznych oficjelom obalonego reżimu i dymisji przewodniczącego parlamentu, islamiści, nie chcąc wychodzić na pierwszą linię, poparli kandydaturę Abu Sahmeina, polityka z zachodniej części kraju, wbrew dotychczasowej tradycji przewagi politycznej regionów wschodnich, kolebki rewolucji. Abu Sahmein zorganizował własną milicję, która szybko wymknęła się jego kontroli. To ona stała za krótkotrwałym porwaniem premiera Zeidana w październiku 2013 r. Aresztowanie jej szefa w Aleksandrii w styczniu tego roku spowodowało falę represji przeciwko Egipcjanom w Libii i zamknięcie egipskiej ambasady w Trypolisie. Odwołanie premiera Zeidana, nacisk milicji z Misraty na konfrontację z separatystyczną Cyrenajką i ciągłe tarcia pomiędzy „islamistami” a „liberałami”, nie wróżą dobrze wdrażaniu zapisów mapy drogowej pojednania i transformacji.
W niedzielę 30 marca Kongres uchwalił ordynację wyborczą, na mocy której po kolejnych wyborach Kongres zastąpi Izba reprezentantów, w której zasiądzie 200 deputowanych, w tym nie mniej niż 30 kobiet. Natomiast w środę 2 kwietnia media informowały, że rząd doszedł do porozumienia z separatystami z Cyrenajki w sprawie odblokowania portów naftowych.
W niedzielę 30 marca siły bezpieczeństwa w Benghazi zapowiedziały instalację systemu monitoringu w mieście. Kamer w najwrażliwszych częściach miastach domagali się mieszkańcy zmęczeni powtarzającymi się aktami przemocy, których autorów nikt nie identyfikuje. Mieszkańcy miasta zgadzają się wesprzeć tę inicjatywę finansowo, została ona jednak zablokowana przez centralne ministerstwo spraw wewnętrznych, uznające, że władze lokalne nie mają mandatu do przeprowadzania tego typu przedsięwzięć. Także w niedzielę 30 marca kilkunastu uzbrojonych napastników zaatakowało siedzibę ministerstwa sportu w Trypolisie. Nie wiadomo, kto stoi za atakiem, budynek ministerstwa pozostanie jednak zamknięty do odwołania. 30 marca mieszkańcy Trypolisu zablokowali stolicę w proteście przeciwko porwaniom i zabójstwom. Tego samego dnia znaleziono zwłoki dyrektora jednej z prywatnych szkół, którego porwano dzień wcześniej. 3 kwietnia w Dernie nieznani sprawcy otworzyli ogień do siedzącej w samochodzie rodziny członka policji sądowej. Także w czwartek funkcjonariusz sił specjalnych został zabity w Benghazi.
W ostatnich „Tygodniach w Maghrebie” pisaliśmy o zjawisku nielegalnych milicji i związanych z ich istnieniem nielegalnych więzień. W ubiegłym tygodniu media wzięły pod lupę fenomen nielegalnych szkół koranicznych, które, wobec słabości instytucji państwa, przeżywają swój złoty okres. Niepokoi wzrost liczby radykalnych imamów, przybywających także z innych państw muzułmańskich, i ich wpływ na społeczeństwo, w tym na najmłodszych.
Nie ustają doniesienia o powiązaniach europejskiej polityki i biznesu z byłym libijskim reżimem. Libyan Investment Authority wniosła pozew do sądu w Londynie przeciwko francuskiemu bankowi Société Générale za transfery na sumę 58 milionów dolarów dokonywane na niekorzyść instytucji skarżącej a na rzecz współpracownika jednego z synów Kaddafiego. Oskarżenie domaga się 1,5 miliona dolarów odszkodowania.
W środę 2 kwietnia ogłoszono w Maroku nową strategię przemysłową, dzięki której marokański przemysł zyskać ma środki do rozwoju i zaistnienia na arenie międzynarodowej. Celem strategii jest stworzenie 500 tysięcy miejsc pracy do 2020 r. przy pomocy bezpośrednich inwestycji zagranicznych i transformacji krajowego przemysłu. Nowa polityka ograniczyć ma także rolę sektora nieformalnego w gospodarce Maroka. Istotnym punktem będą też działania na rzecz dostosowania systemu oświaty do potrzeb kadrowych marokańskiego przemysłu. Państwo udzieli także większych gwarancji sektorowi małych i średnich przedsiębiorstw. Powstanie publiczny Fundusz inwestycji przemysłowych z budżetem 20 miliardów dirhamów. W wyniku wprowadzenia w życie zapisów strategii produkty marokańskie mają stopniowo zastępować te z importu, a udział przemysłu w marokańskim PKB wzrosnąć ma z obecnych 14 do 23% w 2020 r.
2 kwietnia ukazał się kolejny raport Trybunału rozrachunkowego, który często gości na łamach „Tygodnia w Maghrebie” jako instytucja obnażająca nieprawidłowości w funkcjonowaniu państwa. Ostatni raport Trybunału, po raz kolejny niewygodny dla marokańskich władz, dotyczy systemu kompensacji i subwencji, z którego w praktyce korzystać mają przede wszystkim najbogatsi. Autorzy raportu wskazują, że na siedem milionów rodzin biednych w Maroku z systemu produktów subwencjonowanych korzysta zaledwie 6%, podczas gdy kompensacje stanowią rosnące obciążenie dla budżetu państwa (4 miliardy dirhamów na subwencje w 2002 r. i aż 50 miliardów w 2012). 2/3 subwencji trafia do sektora publicznego, przemysłu, przedstawicieli wolnych zawodów itp.
W ubiegłym tygodniu nadal głośno było o sprawie Mohammeda Fizaziego, o której pisaliśmy w poprzednim „Tygodniu w Maghrebie”. Salaficki imam, który 28 marca wygłosił kazanie w Tangerze w obecności króla Mohammeda VI, opowiadał mediom o procesie pojednania z królem na drodze „pełnego bliskości i humanistycznego” dialogu oraz o uzgadnianiu z ministrem do spraw muzułmańskich tematu historycznego kazania, którym były „bezpieczeństwo i stabilność”, co pozwoliło mu „spełnić marzenie” wygłoszenia kazania w obecności Przywódcy Wiernych. Fizazi z uznaniem wypowiada się o funcjonariuszach marokańskich służb, którzy nadzorowali jego pobyt w więzieniu, podkreślając, że tworzyli oni obiektywne raporty na jego temat. Zaleca jednocześnie innym aktywistom ruchu islamskiego pogodzenie się z królem, głową islamu marokańskiego, zapowiadając, że w procesie tym będzie się starał pełnić rolę pośrednika i mediatora. Mimo licznych zmian w poglądach, słynny kaznodzieja pozostaje wierny przekonaniu o niedopuszczalności apostazji. Na marginesie sprawy Fizaziego przypomina się, że od 2011 r. król stopniowo uwalnia salafitów zatrzymanych na mocy ustawy antyterrorystycznej, podejmując próbę włączenia tego ruchu w polityczny i społeczny mainstream i pozbawienia go wymiaru zbrojnego zagrażającego państwu. W ślady Fizaziego zdają się iść Omar El Hadduszi i Hasan Kettani, teolodzy o tendencji salafickiej ułaskawieni przez króla w 2012 r. W przesłaniu udostępnionym w sieci El Hadduszi wypowiedział się przeciwko dżihadystycznym wyjazdom Marokańczyków do Syrii. Potwierdzenia reguły pojednania środowisk salafickich z marokańską władzą dostarcza także Mohammed El Maghrawi, salafita znany z zaangażowania w tworzenie szkół koranicznych w Marrakeszu, który po powrocie z dwuletniego wygnania w Arabii Saudyjskiej, odwołał swoje tezy popierające małżeństwa z dziewięciolatkami, zrezygnował także z tytułu muftiego, który uzurpował.
W poprzednich „Tygodniach w Maghrebie” pisaliśmy już o przypadkach pedofilii, jakiej dopuszczają się w Maroku obywatele i cudzoziemcy. W ubiegłym tygodniu marokańską opinię publiczną wzburzyła sprawa mieszkańca Tarudant, który zgwałcił i zamordował swojego ośmioletniego syna. Media przypominają, że w listopadzie 2013 r. kobiety z miejscowości Talaa znalazły zwłoki chłopca porzucone na brzegu rzeki. W grudniu 2004 r. na karę śmierci skazano seryjnego zabójcę i pedofila, którego ofiarą padło dziewięcioro dzieci. W kilka lat później, także w okolicy Tarudant, mężczyzna porwał, zgwałcił i udusił dwuletnią dziewczynkę. W ubiegłym tygodniu w Rabacie policja zatrzymała dyrektora szkoły oskarżonego o pedofilię. Mężczyzna nagrywał seks z ofiarami, wychowankami sierocińca. Z kolei w Tetuanie zatrzymano obywatela Niemiec podejrzanego o pedofilię.
W szerszym kontekście w kwestii ochrony praw dziecka w Maroku wypowiedziała się UNICEF, powołując się na swój ostatni raport światowy. Maroko dokonało znacznych postępów w dziedzinie szkolnictwa, zwiększono też dostępność szczepionek. Jednak śmiertelność wśród dzieci, skala niedożywienia oraz zjawisko opuszczania szkół, przerywania nauki, są nadal istotnym problemem. Według danych za 2012 r. w Maroku 27 dzieci na 1000 umiera w pierwszym roku życia, zaś 31 na 1000 w ciągu pierwszych pięciu lat. Wskaźniki te wynosiły w Maroku odpowiednio 63 na 1000 i 80 na 1000 jeszcze w 1990 r., co pokazuje istotny postęp w zapobieganiu śmiertelności wśród najmłodszych.
Od 1 kwietnia marokańskie media rozpisywały się o fenomenie «Czarmil», subkulturze marokańskiej młodzieży, charakteryzującej się określonym sposobem ubierania się, specyficznym żargonem i rytuałami. Zjawisko związane z buntem przeciwko społeczeństwu i rodzinie wyszło z najuboższych dzielnic marokańskich miast. Zajmował się już nim marokański parlament, jego rozwój pilnie śledzi resort spraw wewnętrznych, bazy danych odnośnie adeptów ruchu stara się na bieżąco aktualizować policja w Casablance. Subkultura głosząca „rewolucję marginalizowanych” zaczęła wywoływać niepokój w społeczeństwie. Służby bezpieczeństwa miały zatrzymać już w całym kraju ponad 10 tysięcy podejrzanych, po tym jak blisko 5 tysięcy mieszkańców Casablanki zamieściło w sieci petycję odzwierciedlającą poczucie zagrożenia obywateli. Strony zwolenników subkultury na portalach społecznościowych cieszą się dużą popularnością, mimo że policja stara się przeciwdziałać ich zakładaniu i prowadzeniu. Użytkownicy prezentują zdjęcia stosowanego przez siebie uzbrojenia oraz chełpią się łupami zdobytymi w różnego rodzaju akcjach. Prasa sugeruje, że zjawisko to jest wynikiem mieszkanki biedy, bezrobocia i narkotyków. W nowej subkulturze powszechne ma być spożywanie alkoholu. Wśród jego zwolenników są zarówno chłopcy, jak i dziewczęta. Zjawisko, które dawno wyszło już poza najuboższe dzielnice, przyciągając także młodzież uniwersytecką, przybiera na sile, stając się prawdziwym fenomenem społecznym, za którym stoi zrewoltowana młodzież, pragnąca walczyć z systemem nie spełniającym jej aspiracji. W tym środowisku pobyt w więzieniu postrzegany jest jako nobilitacja. W wielkiej akcji policji w biednych dzielnicach Casablanki zatrzymano około 200 osób, w tym wielu młodych posiadających broń. W Fezie zatrzymano kilkadziesiąt osób. Sama młodzież mówi o prowokacji, o wykorzystywaniu zdjęć i informacji zamieszczanych w sieci jedynie, by „zaimponować dziewczynom”, które są manipulowane i instrumentalizowane przez środowiska dążące do wzbudzania niepokoju w społeczeństwie.
Zgodnie z agendą kulturalną królestwa 5 kwietnia zakończył się w Tetuanie 20 międzynarodowy festiwal kina śródziemnomorskiego, w czasie którego zaprezentowano 38 filmów z Tunezji (główną nagrodę otrzymał „Bastardo” Nejiba Belkadhiego), Algierii, Włoch, Palestyny, Libanu, Hiszpanii, Egiptu, Turcji i Maroka. Z kolei 3 kwietnia w Wadżdzie zainaugurowano 3 festiwal kina śródziemnomorskiego i imigracji. W ubiegłym tygodniu media entuzjazmowały się też informacją, że kolejny odcinek sagi „Gwiezdnych wojen” kręcony będzie w Maroku.
W wymiarze zewnętrznym w dniach 2-3 kwietnia Maroko podejmowało posiedzenie Komitetu koordynacyjnego Globalnego forum zwalczania terroryzmu, któremu współprzewodniczą obecnie Stany Zjednoczone i Turcja. Forum stanowi nieformalną wielostronną platformę powołaną w 2011 r. i skupiającą 30 państw. Maroko pełniło rolę przewodniczącego Komitetu w latach 2012-2013.
W czasie spotkania w Hadze w dniach 2-3 kwietnia przedstawiciele Maroka oprotestowali decyzję holenderskich władz, zgodnie z którą zmniejszeniu ulec ma dostępność zasiłków rodzinnych wypłacanych osobom mieszkającym w Maroku. Chodzi głównie o emerytury dla wdów i sierot po imigrantach w Holandii oraz transferowanie do Maroka praw do opieki medycznej nabywanych w czasie pobytu w Holandii. Władze Maroka skrytykowały podejmowanie tego typu decyzji jednostronnie i bez konsultacji z krajem pochodzenia migrantów. Holandia z kolei chciałaby renegocjować umowy bilateralne z Marokiem zawarte w 1972 r., tak by dostosować je do nowych przepisów, które zostały odrzucone przez sąd pierwszej instancji jako niezgodne ze zobowiązaniami państwa holenderskiego wynikającymi z umów dwustronnych i wielostronnych. Sprawa z powództwa wdów z Maroka i Turcji została skierowana przez rząd Holandii do sądu apelacyjnego. Wyrok spodziewany jest 9 maja. Maroko i Włochy renegocjowały z kolei porozumienie z 1971 r. o współpracy sądowniczej, wykonywaniu wyroków i ekstradycji. Na mocy dodatkowego protokołu lepsze będą warunki pobytu marokańskich więźniów we włoskich więzieniach.
3 kwietnia przybył do Rabatu amerykański sekretarz stanu. W agendzie Kerry’ego w Rabacie znalazły się przede wszystkim ożywienie wymiany handlowej oraz kwestia Sahary.
Król Mohammed VI wziął udział w obradach szczytu Unia Europejska-Afryka rozpoczętego 2 kwietnia, w czasie których opowiedział się za pełnym wyzwoleniem Afryki z jarzma przeszłości naznaczonej okupacją i eksploatacją ze strony kolonizatorów, których następcami są dzisiejsi zwolennicy neokolonializmu. Król podkreślił rosnące znaczenie konsumpcji wewnętrznej dla gospodarek afrykańskich, które zmniejszają swoją zależność od eksportu surowców. Polepsza się klimat do prowadzenia interesów w Afryce, co przekłada się na rosnące zainteresowanie inwestorów tym kontynentem. Mohammed VI wskazał także na zagrożenia w postaci kryzysów w obszarze bezpieczeństwa i napięć ekologicznych.
Południowe sąsiedztwo Maroka przypomniało o sobie zagrożeniem epidemiologicznym. 1 kwietnia władze Maroka ogłosiły wprowadzenie dodatkowych środków sanitarnych w związku z rozprzestrzenianiem się w Afryce zachodniej wirusa Ebola.
Telewizja irańska poinformowała, że armia Baszara Al-Asada 2 kwietnia zlikwidowała lidera grupy Szam al-Islam, Marokańczyka Brahima Benszakruna. Benszakrun walczył od 1999 r. w Afganistanie, więziony był przez Amerykanów w Gunatanamo, a w 2005 r. przekazano go władzom Maroka. Zginął w akcji w miejscowości Kaseb w okolicach Latakii.
W Mauretanii 1 kwietnia, w czasie spotkania strony rządowej i opozycji na temat organizacji wyborów prezydenckich przewidzianych na połowę 2014 r., nie uzgodniono wspólnego stanowiska. Strony zgodziły się jednak, że będą kontynuować rozmowy. W spotkaniu udział wzięły trzy „ośrodki”, wokół których skupia się debata polityczna w Mauretanii: rządząca większość, koalicja partii opozycyjnych pod nazwą Koordynacja na rzecz pokojowej zmiany oraz uznawane za radykalne Krajowe forum na rzecz jedności i demokracji, w ramach którego współpracują islamistyczny Tawassul i jedenaście partii opozycyjnych skupionych w Koordynacji opozycji demokratycznej.
Natomiast prezydent Mauretanii, jako przewodniczący Unii Afrykańskiej, współprzewodniczył obradom szczytu UE-Afryka w Brukseli w dniach 2-3 kwietnia. W opinii prezydenta priorytetami współpracy międzykontynentalnej powinny być: inwestycje w kapitał ludzki oraz rozwój powiązany z problematyką bezpieczeństwa, któremu zagrażają terroryzm i nielegalna migracja.
Radosław Stryjewski
Magrhreb+
