Minęły ponad dwa lata od czasu uzupełniających wyborów parlamentarnych w Birmie.

foto: Cezary Ciszewski „Miasta w Komie”
foto: Cezary Ciszewski „Miasta w Komie” www.ilw.org.pl
Kiedy 1 kwietnia 2012 roku społeczeństwo birmańskie szło do urn wyborczych, nikt nie spodziewał się, że zmiany w kraju zajdą aż tak daleko. Największe pojawiły się w dawnej stolicy –Rangunie. Po raz pierwszy odwiedziłem to miejsce właśnie w 2012 roku. Miasto wyglądało wówczas jak wyjęte z apokaliptycznej wizji. Po ulicach jeździły samochody, nierzadko z lat 40tych i 50tych, których nie sposób było spotkać w żadnej innej znaczącej aglomeracji południowo-wschodniej Azji. Pieniądze wymieniano na ulicy, gdyż sztucznie narzucony kurs bankowy nie oddawał ich realnej wartości. Tylko najbogatsi mogli pozwolić sobie na telefony komórkowe, a internet dostępny był jedynie w kilku największych hotelach.

Rangun dwa lata później prezentuje się zupełnie inaczej. Poziom rozwoju jest nieporównywalnie większy. Internet, choć pozostawia wiele do życzenia, dostępny jest w wielu kawiarniach i hotelach. Nieodłącznym atrybutem przechodniów są telefony komórkowe –najpopularniejsze narzędzie umożliwiające korzystanie z zasobów internetu. Z powodu pojawiających się co rusz nowych samochodów Rangun upodobnił się do wielu innych, wiecznie zakorkowanych aglomeracji. Ważnym krokiem w kierunku transformacji było cofnięcie, nałożonego w 1962 roku zakazu, wydawania gazet codziennych oraz zniesienie cenzury w prasie. Te zmiany nie dotyczą jednak radia i telewizji, gdzie urząd cenzorski nadal ma ogromne znaczenie.

Zmiany obejmują jednak w większości miasta: około pięcio- milionowy Rangun, Mandalaj zamieszkane przez ponad milion Birmańczyków oraz Naypyitaw –surrealistyczną stolicę, której budowa rozpoczęta w 2002 roku trwa do dziś. Siedemdziesiąt procent birmańskiego społeczeństwa żyje nadal na obszarach wiejskich, gdzie zmiany, jeśli w ogóle docierają, związane są z przechwytywaniem gruntów przez bogatych biznesmenów. Ci, często do osiągnięcia swoich celów używają przemocy albo nabywają ziemię za grosze. Kolportaż prasy na wieś utrudnia brak odpowiednich dróg, a internet –jeśli już tam działa, to bardzo wolno.

Odczuwalne w ostatnich dwóch latach przemiany są możliwe dzięki „cywilnemu”rządowi birmańskiemu, który postawił na rozwój gospodarczy kraju. Choć niemal jedna trzecia składu parlamentu to była wojskowa junta, dziesięć procent stanowią opozycjoniści wyłonieni w wolnych wyborach uzupełniających w 2012 roku. Ich działania widoczne są głównie dzięki przewodniczącej Narodowej Ligii dla Demokracji (NDL), laureatki pokojowej Nagrody Nobla, Aung San Suu Kyi.. Przez lata przetrzymywana w areszcie domowym, odzyskała wolność pod koniec 2011 roku i wraz z NDL zdobyła 43 z 45 miejsc o które toczyła się walka.

Planowane na 2015 rok kolejne wybory parlamentarne to nadzieja na dalsze reformy społeczne i demokratyzację birmańskiej polityki. Próby zmiany konstytucji to jeden z istotniejszych elementów przygotowań do wyborów. Najważniejsza wydaje się modyfikacja artykułów 463 i 59f. Pierwszy z nich daje birmańskiej armii, reprezentowanej przez ponad 25 procent parlamentarzystów, prawo weta w parlamencie. Drugi zabrania piastowania urzędu prezydenta osobom posiadającym małżonków albo dzieci z zagranicznymi paszportami. Przepis ten napisano głównie z myślą o Aung San Suu Kyi, której mąż był Brytyjczykiem, a dwaj synowie posiadają brytyjskie obywatelstwo. Powołana do dyskusji nad zmianą artykułów specjalna komisja parlamentarna przeprowadziła niedawno badania wśród birmańskiego społeczeństwa. Na ich podstawie stwierdzono, że Birmańczycy nie chcą zmian. Te same badania wykonane przez NLD pokazały natomiast wręcz odwrotną tendencję. Jednak nie o dokładne dane tu chodzi. Problemem jest przeprowadzenie rzetelnego badania opinii publicznej, co w dalszym ciągu jest niezmiernie trudne. Mimo tych problemów oraz opinii, że popularność Aung San Suu Kyi spada, poparcie dla niej jest nadal ogromne. Wszyscy moi rozmówcy są zdania, że to ona powinna zostać następnym prezydentem Birmy.

Sama Dama –jak nazywają Aung San Suu Kyi jej rodacy –zaczęła w ostatnich tygodniach organizować wiece poparcia dla zmian w konstytucji. Jedynym sposobem wpłynięcia na rząd jest bowiem wyprowadzenie ludzi na ulicę, z czego Suu Kyi doskonale zdaje sobie sprawę. Zorganizowane m.in. w Mandalaj i Rangunie demonstracje zgromadziły dziesiątki tysięcy ludzi, stojących w opozycji wobec wywodzący się z armii wytrawnych polityków, którzy mieli nadzieję na to, że dyskusję o konstytucji uda się przeciągnąć aż do wyborów. Zwiększyło by to szansę na utrzymanie przez “cywilów” choć części władzy.

Nie wiadomo, czy nowa strategia pozwoli Damie przechylić ten ciągle niedemokratyczny system na swoją stronę. Zbyt wcześnie również, aby powiedzieć, która z sił–Aung San Suu Kyi i jej demokratyzacja, obecny rząd i transformacja nastawiona na ekonomię, czy armia - zgarnie większość w parlamencie. Pewne jest natomiast, że zbliżające się wybory będą pierwszym poważnym testem dla birmańskiej transformacji i nadadzą kierunek dalszemu rozwojowi. Obecny rząd obawia się poparcia, jakim Birmańczycy darzą Aung San Suu Kyi. Najprawdopodobniej bowiem przełoży się ono na poparcie dla jej partii w wyborach.

Bartosz Kozakiewicz, Koordynator Projektów

Trwa ładowanie komentarzy...